BRS, czyli post na przypomnienie…
Zabieram się do pisania tego postu chyba od kilku dni, a na pewno wiem, że siedzę już od 2 godzin słuchając muzyki wpatrując się w pustą notkę i zastanawiam się co napisać. To nie tak, że nie mam o czym pisać, powiedziała bym, że wręcz odwrotnie, pisać o czym mam za dużo od ostatniego postu na blogu. Przepraszam za tak długą przerwę, kolejny raz po prostu nie chciało mi się nic pisać… Lenistwo to okropna cecha charakteru zodiakalnego Lwa; Otóż tak, urodzona 30 Lipca jestem zodiakalnym lwem. 2 tygodnie temu obchodziłam dwudzieste urodziny, jeszcze raz dziękuje wszystkim za życzenia (Jeśli mi takie złożyli) – czuję się taka stara, minęło mi ostatnie naście mojego życia.
Oh, skoro ostatni post na blogu był o pracy oraz egzaminach, to można by (a pewnie wręcz wypadało) było napisać coś o uczelni. Otóż oceny z pracy z Flasha nie dostałam do dziś, ale musiała być dość wysoka, bo nie zaniżyła mi ogólnej oceny z przedmiotu, która wynosiła 97%. Okazało się również, że nie miałam trzech egzaminów końcowych a zaledwie pięć… Tak drogi czytelniku, nie mylisz się, było ich więcej. Z czego na ostatnim egzaminie wywinęłam taki numer, że byłam pewna poprawiania go we Wrześniu – Spośród siedmiu zadania mieliśmy wybrać i rozwiązać cztery. Ale jak ktoś nie czyta instrukcji na pierwszej stronie papierów egzaminacyjnych to zastanawiał się czemu ludzie zaczęli wychodzić po trzydziestu minutach a ty siedzisz i piszesz i piszesz… Dowiedziałam się o tym dopiero po zakończeniu egzaminu gdy ludzie pytali się mnie które z siedmiu pytań wybrałam. Jakże wielkie było ich zaskoczenie, gdy powiedziałam, że napisałam wszystkie siedem. Na moje szczęście cofnęłam się do egzaminatorów na sale i zapytałam co teraz, kazali się nie martwić. Dzięki bogu nie musiałam poprawiać. Ogólny wynik za pierwszy rok: 69.83% – Bez jaj, nie mogli zaokrąglić o te 0.17% ? A oficjalne wyniki przyszły na… Kartce zwykłego, białego papieru formatu A4. Średnio się wysilili jak na poziom uniwersytecki, ale co tam.
W dzień publikacji wyników cały mój rok z uczelni siedział zjednoczony na konferencji na MSN oczekując północy i ocen końcowych. Gdy koło pierwszej wszyscy zaczęli już wyciszać się z radości swoich wyników mojemu kochanemu laptopowi coś odwaliło, zrobił *psss*, ładnie błysło, poleciał dymek i się wyłączył. Chwile zastanawiałam się, czy włączyć go ponownie czy zostawić martwego… Po włączeniu okazało się, że nie wyświetla nic na monitorze. Spaliła się karta graficzna na płycie głównej. Jakiś czas żyłam bez komputera, ale było ciężko ^^ jak się cieszę z posiadania Xboxa 360 który dostarczał mi w tym okresie wakacji bardzo dużo zajęcia, bym zapomniała o popsutym laptopie.
Przyszły wakacje, poszukiwania pracy zakończyły się totalną porażką. Naprawdę coraz ciężej o prace na wakacje w moich rejonach. Podobno na południu Anglii nie jest jeszcze tak źle, ale u nas na północy to porażka z rynkiem pracy. Trzeba mieć naprawdę albo bardzo dużo szczęścia albo dużo dobrych znajomych by dostać fajna prace. Szanse na zakup nowego laptopa malały z każdym dniem, już chciałam się poddać z myślą o zakupie komputera, gdy nagle ze stanów wrócił tatuś… Przywiózł mi wczesny prezent urodzinowy, nowego laptopa. Oh, jaka była moja radość gdy go ujrzałam. Pomimo 64-bitowego systemu operacyjnego, prawie 1,5 tygodnia walki z oprogramowaniem – Mam, żyje i ma się bardzo dobrze, w pełni sprawny nowy laptop z którego jestem bardzo zadowolona.
Jeśli chodzi już o nową maszynę, działa na niej StarCraft 2, na który czekałam od dość długiego czasu a już w ogóle, gdy Keii załatwił mi klucz do Bety i mogłam pograć trochę przez internet z ludźmi. Jeśli ktoś czytający ten blog ma ochotę dodać mnie do znajomych lub zagrać rundkę w SC2, polecam się na przyszłość, dość łatwo mnie znaleźć, gdyż swoją kopie gry miałam już w dzień premiery i udalo mi się zarejestrować swoj nick przed kimś innym ;]
Zapomniała bym, jak widać na blogu lekka zmiana wystroju. Na obrazku na stronie Black Rock Nagato a przy notatce już oryginalna Black Rock Shooter. Jak mogla bym nie napisać nic o tak długo wyczekiwanej prze zemnie produkcji animowanej jak BRS. Pomimo całej krytyki “znawców” anime, OVA bardzo mi się podobała – tak, nawet momenty szkolnego-MOE i nie interesuje mnie co wy sądzicie o tym tytule, każdy ma swój gust. Mam nadzieje, że tytuł zaowocuje serią telewizyjną, jeśli nie, to wyczekuje kolejnego odcinka wersji OVA.
W tym tygodniu byłam w kinie na Incepcji, film polecała mi spora część znajomych. Muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam, film naprawdę o bardzo wysokim poziomie. Troszkę sceptycznie podchodziłam do tematyki, lecz okazało się to bardzo interesujące i wciągające. Film należy do tytułów gdzie raczej nie można zrelaksować się wyłączyć umysłu jak na większości ostatnio produkowanych odmóżdżających komedii. Wręcz przeciwnie, to jeden z filmów gdzie trzeba uważnie oglądać co dzieje się na ekranie i dużo myśleć by dobrze zrozumieć o co chodzi w fabule oraz o czym rozmawiają. NP: młodsza siostra która przeszła się z nami z chęcią na ten film ( ma 11 lat ) nie za bardzo zrozumiała część fabuły, lecz podobał jej się sam film, za efekty specjalne i nie tylko. To zdecydowanie jeden z lepszych filmów jakie widziałam przez ostatnie kilka lat, na sto procent zakupie go na BD jak już wyjdzie, warto sobie zachować taki film.
Będzie tego, skończyłam właśnie jeść kolacje, muszę pozmywać ^^ Trzymajcie się i do napisania…



Dziwnie masz ustawionego bloga. Stare notki można komentować, a najnowszej nie…